Galwanizacja czyli prąd stały

Parametry i rodzaj przebiegu:

Do przeprowadzenia galwanizacji stosujemy prąd stały, ewentualnie prąd wypełniony przebiegiem średniej częstotliwości. Jedynym parametrem prądu stałego jest jego wartość. W przypadku zabiegów galwanizacji kluczowe znaczenie ma polaryzacja elektro—d.

Oddziaływanie i zastosowanie:

Zabieg galwanizacji może być poprzeczny lub podłużny. W zabiegu podłużnym galwanizacja może mieć charakter wstępujący lub zstępujący.

Przepływ zstępujący stosuje się w celu:

  • obniżenia pobudliwości
  • rozluźnienia mięśnia
  • zmniejszenia bólu

Przepływ wstępujący stosuje się w celu:

  • zwiększenia pobudliwości np. przy niedowładach

Anoda zmniejsza pobudliwość, obniża napięcie mięśniowe.
Katoda powoduje wzrost napięcia mięśniowego, zaczerwienienie skóry

Leczymy nią:

  • zespoły bólowe związane z zapaleniem nerwów, splotów i korzeni nerwowych
  • zmiany zwyrodnieniowe stawów kończyn i kręgosłupa
  • utrudnione zrosty kostne
  • zaburzenia krążenia obwodowego

Sposób przeprowadzania zabiegu:

Galwanizację stosujemy przeważnie w obrębie kończyn. Drugą często spotykaną lokalizacją elektrod jest głowa. Przy porażeniu nerwu twarzowego stosuje się półmaskę Bergoniego. Elektrodę bierną umieszcza się w okolicy nadłopatkowej lub na przeciwległym barku

Rozróżniamy następujące dawkowanie w zależności od gęstości prądu:

  • dawka mała 0,01 – 0,1mA/cm2 (powierzchni elektrody czynnej)
  • dawka średnia 0,1 – 0,3mA/cm2 (powierzchni elektrody czynnej)
  • dawka duża 0,3 – 0,5mA/cm2 (powierzchni elektrody czynnej)

Przykładowo dawka duża to przy elektrodzie 7x7cm i prądzie 0,5mA/cm2:

7×7 cm = 49cm2
49cm2 x 0,5mA = 24,5mA prądu całkowitego

Dawkowanie dawkowaniem ale i tak górną granicę prądu określa odczucie pacjenta.
Pacjent w trakcie zabiegu powinien odczuwać mrowienie. Wartość prądu w trakcie zabiegu galwanizacji ma bardzo istotne znaczenie gdyż prądem stałym można doprowadzić do poparzenia pacjenta. Takie rany bardzo źle się goją.
Czas trwania galwanizacji to 5-30 minut.

Loading...